Zaloguj się lub zarejestruj.

Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji
Szukanie zaawansowane  

Aktualności:

Autor Wątek: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016  (Przeczytany 4648 razy)

Scenic

  • Wiadomości: 12
XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« dnia: Listopad 09, 2016, 01:48:52 am »

Witam

Zakładam wątek.  ;)

Przydatne info

http://skpt.gdansk.pl/darzlub/2016/komunikat_startowy.php

Nie wiem czy zdrowie pozwoli mi na start w tegorocznym darzlubie[pewny uraz nogi] no ale na manewrach zapewne sie pojawię.

 :)

Pozdrawiam 

Daniel

Zapisane

Gonsuh

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #1 dnia: Listopad 12, 2016, 21:25:41 pm »

Hura!

Już niedługo do lasu, w tym roku doskonale dobrany zestaw tras, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Wygląda na to, że tym razem jako rycerze będziemy biegali wokół okrągłego stołu albo bagna... a na końcu będzie czekał kielich albo nie będzie i tylko krew, pot, łzy i chaszcze lub śnieg... :)
Zapisane

Lukasz

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #2 dnia: Listopad 20, 2016, 20:19:06 pm »

Coś mało postów na tym forum. Rok wcześniej było o tej porze ich nieco więcej. Dwa lata wcześniej było ich jeszcze więcej, a osiem lat temu to forum wrzało! 

Nie mam zamiaru marudzić, tylko coś zacznę od siebie. Co prawda, nie ma za wiele do powiedzenia w temacie zapisów. Wiadomo - są jutro, wiadomo - odbywają się wedle przyjętego, zaakceptowanego, sprawdzonego (i, uważam, naprawdę bardzo dobrego) systemu dwuetapowego. Za wcześnie również na zgadywanie, gdzie odbędzie się impreza w tej odsłonie - o tym będziemy pisać za jakieś około 10 dni.

Więc może coś na temat przygotowań. Jeśli chcemy osiągnąć dobry wynik, musimy się przygotować - to chyba jasne, prawda? Trening kondycyjny, choć ważny, to za mało. Warto sobie chociażby raz przejść ćwiczebnie którąś z tras z poprzednich odsłon. Mimo, że lampionów już w lesie nie ma to i tak tego typu aktywność poprawia naszą orientację w lesie, co przyda się podczas prawdziwych zmagań nawigacyjnych na Darżlubie. To podobne do przygotowywań do olimpiady matematycznej Kangur - rozwiązywanie zagadnień z poprzednich edycji przynosi wymierne rezultaty, jeśli chodzi o zdobyte przez nas punkty podczas kolejnej edycji konkursu.

Jeden z listopadowych sobotnich wieczorów poświęciłem właśnie na tego typu "rozwiązywanie zadań z poprzedniej edycji". Mój wybór padł na Lębork 2012 oraz trasę T "Podążaj za białym królikiem". Zacząłem zaraz po zmroku i moim celem było "zweryfikowanie" około połowy punktów z trasy. Ci z uczestników, ktorzy 4 lata temu tam byli, zapewne pamiętają ten klimatyczny iglasty lasek zaraz przy szkole oraz parking dla uczestników przy stadionie i krytej pływalni "Rafa". Niedaleko PK1 znajduje się również teren strzelnicy wojskowej. No dobra, ale co dalej? Otóż pomijając przyjemny (jak zawsze) las oraz nawet dobrze zgadzające się z mapą drożnie i przecinki, zauważyłem również bardzo dużą aktywność zwierząt leśnych. Pomijam już bardzo dużą ilość par oczu (koty? rysie?) mieniących się w świetle latarki, ale odgłosy wyraźnie blisko chrumkających dzików (szurających racicami i gwizdem po runie) dawały dość dużo "wrażeń". Udało się zrealizować plan i wrócić do bazy (tzn. zaparkowanego przy szkole samochodu) w rozsądnym czasie, ale moje wątpliwości budzi, jednak, bezpieczeństwo tego rodzaju wypadów "solo".

Zachęcam do dzielenia się przemyśleniami. Czy trenujecie nawigację również w ten sposób, tzn. wychodząc samemu lub we dwójkę, czy tylko ograniczacie się do imprez zorganizowanych? Jak oceniacie, w ogólności, bezpieczeństwo chodzenia po lesie, w tym po zmroku? Oprócz dzików, spotkać można również w niektórych miejscach lasu zdziczałe psy, które łączą się w watachy i polują - narzekają na to również mieszkańcy wiosek położonych pod lasem. Co ciekawe, na Darżlubie i Manewrach, zwierząt prawie nigdy nie spotykam. Czy jest to efekt dużej ilości ludzi w lesie w tym czasie?

A tak poza tym, jutro zapisy:)
Zapisane

Funt

  • Wiadomości: 153
    • Kawaler Wieczorową Porą
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #3 dnia: Listopad 20, 2016, 22:48:55 pm »

Biegając po TPK-u można przywyknąć do zwierzyny ;)
Recepty mam trzy: a) brak paniki i nie zbaczanie z obranego kursu, b) poruszać się żwawo, stawiać "ciężkie kroki" i wzmocnić źródło światła. Sprawiać wrażenie "większego", wtedy nawet stada dzików rozpierzchają się c) wybierać raczej uczęszczane ścieżki, gdzie zapach człowieka jest obecny - zwierzyna nie lubi go.

Odnośnie tych watah - na szczęście nie miałem "przyjemności", ale pewnie nie zaszkodzi mieć przy sobie gaz pieprzowy w żelu (ostrożnie ze stosowaniem).

Treningi z mapą w zasadzie poprzez starty. W pomorskim jest mnóstwo okazji do tego, i w dzień i w nocy. Do tego zawsze przedstartowa praca domowa z geoportalem i oględziny okolicy bazy na warstwach o różnej aktualności* (zwłaszcza sprawdzenie obecności wszelkiego rodzaju kładek/mostków/jazów nierzadko uratowało mi wynik).

*nie dotyczy SKPT, bo wiadomo - nie ma kiedy :D

Baza Darżluba będzie w Sztumie albo w Bytowie (choć wolałbym bliżej :D )
Zapisane
whatever you do - do it downhill

Scenic

  • Wiadomości: 12
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #4 dnia: Listopad 20, 2016, 23:00:20 pm »

Łukasz

Sam tak ćwiczę orientacje.  Akurat znam trasę T "Podążaj za białym królikiem" to był mój pierwszy rajd . Akurat szedłem wtedy z bratem który złapał kontuzje i po ognisku wracaliśmy pieszo do bazy główną drogą do Lęborka. Nawet kilka druzyn też wybrało tę opcje.Komus nawet pokazaliśmy jak dojść do bazy.

Jako,żę był to mój pierwszy raz nigdy tej trasy nie zapomnę. ;]

Do Leborka wróciłem juz sam na tułacza rok temu. I udało sie wyczyścić trasę. Jako,że brat zrezygnował z uczestnictwa w InO od kiku lat startuje sam.

Nie boje sie po ciemku szmyrać po lesie . Co prawda zwierząt jest sporo no ale one chyba bardziej sie boją Nas niż my ich. Jeszcze nic na mnie nie napadło o widziałem juz chyba wszystkie zwierzątka z nocnym trybem życia.  Jako,że mieszkam blisko tych terenów z Lęborka a nawigacje da sie tutaj szifować, bo to pradolina rzek Łeby i Redy. Naprawdę bardzo zróżnicowana rzeźba .  Polecam.

W wakacje byłem w wolnej chwili na trasie Tułacza w Bożympolu tylko,że w dzień. Nie trzeba tyle sprzętu brać ze sobą.  Stara mapa z radu już troche przetarła no ale znowu wiedze w orientacji można odrobinę polepszyć . Jak sie wychodzi z bazy w czasie rajdu to czas leci jakoś tak szybko, widać jego presję, Jak ćwiczę to tego nie ma i jest łatwiej.


W tym roku niestety mam problem z porażeniem nerwu w nodze i jesli pojawię sie na darzubie [a chciałbym] to wystartuje tylko na trasie MT . Z ortezą niestety nie dam rady zbyt dużo chodzić. Szczególnie po górkach .  No ale też nie chce całkowicie zrezygnować najwyżej odpuszczeń sobie w trakcie.


Widać ostatnio mniejszą aktywność na forum dużo osób chyba przerzuciło sie na Facebooka. Założyłem sam nawet forum rajdu  Tułacza no ale pustki. Więc forum pozostał samo sobie.

Gdzie tym razem będzie Darzlub? na pewno gdzieś z dojazdem SKM . Może powrót do Bożegopola?  Południowy łuk? Tereny wyśmienite chociaż dużo InO już tam gościło.
 
Zapisane

Artur

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #5 dnia: Listopad 21, 2016, 21:44:22 pm »

hej,

mój patent na zwierzynę to luźno latające klucze w kieszeni. Słychać wtedy z daleka że się biegnie.
Nie robiłem badań naukowych czy to pomaga - być może dziki i tak to ole...ją.
Mimo tego ze dwa razy coś warknęło-chrząknęlo groźnie a ja nawet nie patrzałem w tamtą stronę tylko
włączyłem najlepsze turbo na jakie mnie było wtedy stać. Odgłos zwierzaka był jednoznaczny więc nie polemizowałem.
Dziki są dość rozzuchwalone. Raz tylko - kiedy trenowałem przed ino a księżyc świecił i szkoda mi było latarki
więc wyłączyłem, dzik wyprysnął mi prawie spod nóg (realnie to było ze 3-4 metry) i zwiał. Może spał i go obudziłem... Oczek patrzących w lesie widuję sporo, to mi nie przeszkadza - pod warunkiem że nie są zbyt blisko :)  Raz tylko słyszałem wrzask walki a potem umierającego zwierzaka. Nie było to fajne ale co zrobić..
Łańcuch pokarmowy ma swoje prawa.

Nie trenuję na starych mapach - imprez tyle że jest w czym wybierać a rywalizacja daje dodatkową frajdę.

pozdrowienia
Artur
Zapisane

jk

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #6 dnia: Grudzień 01, 2016, 17:01:45 pm »

Na zwierzaki mam gwizdek i latarkę, chociaż i tak one bardziej się boją niż my. Wieść gminna głosi, że najgroźniejsze są lochy z młodymi, ale i one uciekają. Zaatakowałyby dopiero przyparte płotu, albo okrążone, lecz tłum ludzi w lesie robi taki hałas, że znikają tam gdzie pieprz rośnie. Jak oglądaliśmy trasę po manewrach (Cewice), gdzie szukaliśmy kamieni granicznych, to takie stadko wypłoszyliśmy niechcący z zagajnika. Młode warchlaki wiały ile sił w krótkich nóżkach, locha ino stała i patrzała co zrobimy. Ponieważ staliśmy w miejscu, poszła za potomstwem.

Lubimy czasem przejść się po trasie, przy okazji można pozbierać lampiony :)
Zapisane

Scenic

  • Wiadomości: 12
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #7 dnia: Grudzień 03, 2016, 00:10:21 am »

http://zamki.res.pl/woj-pomor.htm

Potencjalna lista miejscowosci na jutro  ;)

Chociaż sodzę,że zamek bedzie ale z papieru bardziej niz z cegły.  ;)
Zapisane

Nulka

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #8 dnia: Grudzień 03, 2016, 09:54:26 am »

O jakie fajne miejsce :) Zwierzyny na pewno będzie sporo - kto jeździł PKP na trasie Chojnice - Tczew to widział te stada saren i dzików wymuszających pierwszeństwo 😀 Zamku może nie ma - ale grodzisk w okolicy sporo. I może dla niektórych ważne - jest kebab   ;D
Zapisane

stasio

  • Wiadomości: 42
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #9 dnia: Grudzień 04, 2016, 22:55:12 pm »

Swaroschin bei Nacht czyli nasze wrażenia z trasy Przygodowej

Podczas Manewrów SKPT w marcu po raz pierwszy wybraliśmy się z Magdą i Kubą na trasę przygodową. Impreza była udana: Magda wpadła do bagna, ja zgubiłem się podczas poszukiwania jednego z punktów, a Kuba zgubił naszą kartkę z połową rozwiązanych zadań… W związku z tym zapisując się na Darżlub ponownie wybraliśmy trasę przygodową. A plan nasz był bardzo prosty: nie zgubić się, nie zgubić zadań, nie utopić się w bagnie.

W sobotę rano, tuż po ogłoszeniu, że miejscem tegorocznej imprezy będzie Swarożyn, dostaliśmy jeszcze specjalny komunikat od budowniczych rozpoczynający się od słów:

Twoja przygoda zaczyna się tu i teraz. Nie jesteś rycerzem okrągłego stołu. Nie jesteś Templariuszem. Nie jesteś masonem. Los chciał, że znalazłeś się w posiadaniu starych dokumentów, map, kartek pocztowych i zapisków. Na pierwszy rzut oka wygląda to na czyjś pamiętnik, może notes? Nie wiadomo – wszystko po niemiecku...

Przeczytaliśmy. Nie zrozumieliśmy. Przeczytaliśmy jeszcze raz. Nie było lepiej. W związku z czym zebraliśmy nasze manatki i wyruszyliśmy w do Swarożyna.
 
Na miejsce startu dotarliśmy niedługo przed naszą minutą startową – więc zastosowaliśmy szybką procedurę: stuptuty na nogi, kompas na szyję, czołówka na głowę i po mapę!

Na starcie otrzymaliśmy całkiem spory pakiet – oprócz mapy i karty startowej dostaliśmy jeszcze historyczną mapę okolic Tczewa i Swarożyna z roku 1893 roku, osobną kartę ze wskazówkami do poszczególnych punktów, kartę do wpisywania odpowiedzi na zadania oraz… liść dębu. Rozłożyliśmy to wszystko i spróbowaliśmy zrozumieć, o co w tym tak naprawdę chodzi. Dlaczego nasza mapa jest na podkładzie z 1910 roku? Dlaczego mamy do odnalezienia 19 punktów kontrolnych, a na mapie jest ich tylko 11? Po co nam tam mapa historyczna? Jakie znaczenie mają połówki zdjęć na mapie? Z czym powiązać powiększony fragment mapy z literką X? Czym powiązać  trzy fragmenty mapy laserowej? Dlaczego na wskazówkach mamy zdjęcia z punktu „0”, którego nie ma na mapie? Każde pytanie zwiększało nasz poziom konfuzji… Wreszcie po 15 minutach wpatrywania się w mapę stwierdziliśmy, że nic wiemy, nic nie rozumiemy, nic więcej nie wymyślimy – wyruszamy na PK1, znaczy najpierw na PK0 gdziekolwiek on jest.

W notatniku ze wskazówkami znaleźliśmy 3 zdjęcia oznaczone numerem punktu „0” i z podpisem „mijasz po drodze” – na zdjęciach był kościół w Swarożynie, jakiś dom oraz budynek dworca. Obejrzeliśmy kościół – nic interesującego tam nie było. Domu nie znaleźliśmy (tzn. tak naprawdę, to nie szukaliśmy go za bardzo…). Za to przy budynku dworca znaleźliśmy kartkę z napisanym pierwszym zadaniem, którym było wpisanie w kartę tłumaczenia słowa „robur”. Jednocześnie grono ludzi w czołówkach wzbudziło żywe zainteresowanie i zaniepokojenie pani dróżniczki, która wyszła z budynku dworca, wyraziła zdziwienie oraz przestrzegła nas przez chodzeniem po torach. Uprzejmie podziękowaliśmy i wyruszyliśmy na drugą stronę torów w poszukiwaniu przecinki prowadzącej na PK1. O dziwo – była.

Punkt pierwszy okazał się dość łatwym do znalezienia pomnikiem przyrody. I od razu znaleźliśmy na nim nasze pierwsze zadanie dodatkowe – odnaleźć szalonego maga Oweina, który mieszka u podnóża góry 80,5. Góra 80,5? 80,5? Rzut oka na mapę i jest – po drodze na PK2 jest góra o takiej wysokości, a w naszych notatkach jest baaardzo nieczytelna mapka z zaznaczonym kółkiem. Wychodzi nam, że powinniśmy znaleźć Oweina na skraju bagna, więc obchodzimy je dookoła. Znajdujemy lampion, rozwiązujemy zagadkę i wyruszamy na PK2.
Droga na PK2 na mapie wydaje się banalna – punkt jest na przecince, na którą wchodzimy z drogi. Niestety, po 100 latach od wydrukowania mapy sporo rzeczy się zmieniło – przecinka przechodzi w drogę, która odbija na północ. Drogę przecina nam linia energetyczna, której oczywiście na naszej mapie nie ma, no bo skąd miałaby się tam znaleźć. Odbijamy na południe, odnajdujemy przecinkę, odnajdujemy wzgórze – tylko punktu nie ma. Przez chwilę kręcimy się po krzakach, ale im dłużej tam jesteśmy, tym bardziej nie ma żadnego lampionu. Wreszcie decydujemy o przejściu na PK3 – ale po drodze na południe spotykamy kolejną przecinkę, wygląda dobrze, sprawdzamy ją i znajdujemy na niej punkt oraz zadanie z liczeniem mrówek. Ja liczę mrówki w jedną stronę od lampionu, Magda z Kubą w drugą, razem wychodzi nam dziesięć.

Droga na PK3 przebiega bez większych wydarzeń, za to na punkcie czeka nas cały festiwal zadań dodatkowych. Najpierw musimy znaleźć punkt II według mapy laserowej. Lokalizujemy wycinek na dużej mapie, idziemy na południe – i jest. Potem musimy znaleźć kolejny punkt na podstawie zdjęcia, które wisi na punkcie. Zgadujemy, że zdjęcie to mostek na przesmyku między jeziorami. Dochodzimy do mostku, mówię „gdyby to była Kaszubska Włóczęga, to lampion byłby pod mostem” – no i faktycznie, trzeba włazić pod most…
 
Ale to jeszcze nie koniec atrakcji. Kolejnym zadaniem jest znalezienie studni z pokrywą w okolicy. Jest studnia, jest pokrywa, a w środku jest magiczne słowo do przepisania, kredką, która jest przy słowie, na dnie studni... Najmłodszy członek ekipy otrzymuje misję zmieszczenia się w studni.
 
Następnie odnajdujemy punkt 4 – i z podpowiedzi wnioskujemy, że po drodze między PK4 i PK5 powinniśmy odwiedzić 3 miejsca. Miejsce na mapie oznaczone „Denkst.”, fragment oznaczony linią, która wygląda na LOP-kę, oraz kolejne tajemnicze miejsce oznaczone „Scholssb.”. Denksta – o którym przypuszczamy że jest jakimś pomnikiem przyrody – niestety nie znajdujemy. Na mecie dowiadujemy, się, że rzeczywiście był to głaz-pomnik, który nie wiadomo jak przegapiliśmy. Na LOP-ce zamiast lampionów znajdujemy na drzewach grafiki i opisy kolegów oraz znajomych króla Artura, ale nie wiemy co powinniśmy z nimi zrobić. Na wszelki wypadek robimy im zdjęcia. Scholssberg  okazuje się ciekawym ukształtowaniem terenu. W  środku jest lampion z informacją, że trzeba poszukać w tym zamku skarbu ukrytego przez Merlina. Szybko znajdujemy  zakopane wiadro, a w wiadrze… otwieracz do konserw. Jaki zamek, taki skarb. Spisujemy, zakopujemy z powrotem, idziemy dalej.
Kolejny punkt  PK5 znajdujemy bez problemów, a PK6 to ognisko – idziemy więc do niego już kierując się węchem oraz światełkami czołówek ludzi wracających z ogniska. Stopczas, kiełbaska i nieoczekiwanie spotkanie z budowniczymi naszej trasy, z którymi na gorąco dzielimy się naszymi wrażeniami.

Za to czytając zadanie dodatkowe na ognisku doznajemy chwilowego zaćmienia. Zamiast szukać punktu dodatkowego w okolicach „Theressenhain”, zaznaczonego na naszej głównej  mapie, szukamy leśniczówki, która „była i już jej nie ma”, w pobliżu ogniska. Uparcie trzymamy się informacji z zadania „100m od domku”, tylko jakoś pomijamy informację, że „to chyba nigdzie tutaj”. W związku z tym, że nie znajdujemy jednego punktu dodatkowego, nie mamy informacji jak dojść na następny. Pomijamy więc dwa punkty dodatkowe i podbijamy PK7 na małym wzgórzu, PK8 pośrodku starego stawu hodowlanego i docieramy w pobliże PK9, który jest na małej wysepce otoczonej bagnem. Bagno jest pokryte trawami,śniegiem i poprzecinane przez rzekę i mniejsze cieki wodne. Wchodzimy na nie, cofamy się, próbujemy pójść bardziej na północ, żeby znaleźć jakieś lepsze dojście (zgodnie ze wskazówkami z karty zadań), ale bezskutecznie. Wreszcie stwierdzam YOLO, przechodzę przez bagno od północnego wschodu, spisuję punkt oraz zadanie i wracam do Magdy oraz Kuby czekających na brzegu. Udaje mi się nie utopić po drodze.

Dochodzimy do PK10, na którym dowiadujemy się, że powinniśmy odwiedzić  punkt „Pav”. Odnajdujemy punkt na mapie głównej, znajdujemy tam lampion dodatkowy, znajdujemy kolejne zadanie na jazie, odszyfrowujemy hasło, pędzimy na PK11. Tam znajdujemy już ostatnie zadanie – należy odnaleźć skarb ukryty pod groblą i spisać jego producenta. Grobla jest tuż obok, ale po drugiej stronie dość szerokiego strumienia. Dochodzimy do mostku i wysyłamy najbardziej żwawego członka naszej drużyny po skarb. Okazuje się, że skarbem jest puszka tuńczyka firmy Graal – całkiem adekwatnie do nazwy imprezy…

Jest czwarta rano, wszystko już mamy, tak więc wracamy do bazy, zdajemy kartę, przebieramy się w suche rzeczy – jak cudownie po 10 godzinach chodzenia w mokrych butach mieć suche nogi! – i wcinamy grochówkę.
Dziękujemy serdecznie Pawłowi i Elwirze za zbudowanie fajnej trasy. Mimo podkładu sprzed 100 lat dawało się na niej całkiem dobrze nawigować, punkty były w naprawdę ciekawych miejscach, a zagadki nie były banalne. I co najważniejsze: udało się zrealizować nasz inicjalny plan: nic i nikt nam się nie zgubiło ani nie utopiło. To była ciekawa noc!
Zapisane

Gonsuh

  • Gość
Relacja - trasa Z, XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #10 dnia: Grudzień 04, 2016, 23:51:02 pm »

Wyruszyliśmy do lasu pełni dobrego humoru, pogoda dopisała, teren zabawy wybrany doskonale (niedaleko zamku). Po wyjściu ze szkoły (jako, że nie znaliśmy miejscowości) straciliśmy chwilę na dojściu do torów, ale finalnie jakoś dobrnęliśmy między płotami. Potem zaczyna się przygoda - po co iść po torach (nie ma z czego nawigować), lepiej iść drogą za torami, no właśnie, lepiej i nie lepiej, bo od razu budowniczy zafundował nam przejście przez zwalone nad rzeką drzewo, zapory z krzaków po zwałkach bobrowych, ostatecznie dobrnęliśmy do miejsca, gdzie powinna być "grobla". Niczego takiego nie znaleźliśmy, ale w odliczonej odległości stał punkt. Nie pasowała nam jednak rzeźba terenu. Nieco dalej znajduję coś na kształ grobli w akceptowalnej odległości, ale okazuje się, że to stowarzysz. Nie wiem w takim razie gdzie stał punkt właściwy... idziemy dalej do dwójki drogami, wydaje mi się, że zdjęliśmy punkt idealnie z języczka, a jednak znowu stowarzysz. Na 3 idziemy leśnymi tropami zwierząt przez Liniewko - super podświetlona stara stodoła i piękny przydrożny krzyż! Od skrzyżowania i granicy kultur - punkt zdjęty prawidłowo. Na 4 na północ do drogi na granicy kultur i dalej na zachód. To uważam najciekawszy punkt na trasie - duży szacun dla budowniczego. Na mapie do punktu prowadzi jedyna droga, której nie ma w rzeczywistości, a ta droga, która jest w rzeczywistości - nie występuje na mapie. Rzeźba terenu jest taka, że trafia się w dołek, w którym szuka się punktu, ale nie po tej stronie drogi, co trzeba. Jak ktoś nie sprawdził azymutu drogi (zdecydowana większość, jak sądzę), to mógł długo punktu szukać, na tym punkcie wygrywali paranoicy, którzy nie ufali niczemu, co widać :). Dalej droga na północny zachód i zejście na 5, który według mapy powinien stać na górce! Jednak stał niedaleko drogi w dołku. Spędziłem tam prawie 15 minut szukając punktu na okolicznej górce i nie znalazłem, wziąłem więc punt stowarzyszony i poszliśmy bez przekonania dalej. Na mecie okazało się, że punkt był prawidłowy. Tu proszę o wyjaśnienie budowniczego, bo punkt myślę według mapy stoi na górce... Następnie dokoła jeziora i drogą wzdłuż brzegu, przez rzeczkę i do góry - w dołku stoi punkt, prawidłowo - bierzemy. Do 7 przecinką, też poszło gładko. Do 8 prowadzi granica kultur, udaje się bez przeszkód. 9 na zbiegu kanalików wymaga dwukrotnego skakania przez wodę, ale jest, gdzie trzeba, następnie wzdłuż kanału na południe i dalej na azymut z połączenia końcówki kanału z granicą kultur. Tu, jak się okazało, wzięliśmy stowarzysza, musiało nas zawinąć na góreczkę obok. Do 11 doszliśmy obchodząc zawadzający płot, choć trochę straciliśmy przez to czasu i dalej przez chaszcze na ognisko. Mamy godzinę straty, ale jesteśmy zadowoleni, bo wszystkie punkty wzięte. Decydujemy walczyć do końca i próbować wziąć wszystkie pozostałe punkty nie tracąc na tym za dużo czasu. Na ognisku trochę śpiewów, trochę gry na gitarze, pogawędka z przyjaciółmi i ruszamy w dalszą drogę. 13 nie jest łatwa, ale trafiam na azymut, natomiast 14 sprawiła nam dużo problemów, bo zostawione przez budowniczego na mapie skrzyzowanie nie istniało, natomiast istniała zakręcająca droga, nie pasująca do niczego na mapie. W rezultacie szliśmy na azymut z siodełka między pagórkami, co dawało duży błąd początkowy. Na szczęście trafiliśmy w dołek i nie wzięliśmy narzucającego się stowarzysza, tylko prawidłowy punkt w kolejnym zagłębieniu, widzieliśmy jeszcze drugiego stowarzysza czyhającego na wyjściu z dołka, niezła zabawa! Do 15 doprowadził nas paradoksalnie stowarzysz umieszczony na wyjściu z bagna przy jeziorze. Wiedząc już do czego jest zdolny budowniczy należało go oczywiście ominąć i od niego znawigowałem do słabo widocznej struktury - dołka zarośnietego buczkami - punkt był. Do 16 drogami i przez pole - punkt stał na granicy kultur, tu trochę czasu straciliśmy przez przekombinowanie weryfikacji. Do 17 drogami w prawo, w przecinkę i końcówka po rzeźbie terenu po języku przewyższenia. 18 łatwo od przepustu na wprost na azymut. 19 wyglądał na banalny - wzłuż kanałków, ale nie, oczywiście teren był tak zakrzaczony, że czasem nie dawało się przejść, od przepustu (betonowej cembrowiny) do drugiej cembrowiny porzuconej w lesie i punkt stoi w świerkach. Kto szukał "wąwozu", to chyba nie miał łatwo, bo go praktycznie nie było. Do bazy też niezbyt łatwo na azymut, bo teren zarzaczony. Docieramy trochę ponad 40 minut po czasie, ale zadowoleni z całego przebiegu. Na koniec jesteśmy nieco zdziwieni, że mamy aż 3 stowarzysze, bo zakładaliśmy 1 (na pkt 5), a okazuje się, że mamy je na tych punktach, których się nie spodziewaliśmy. Trasa świetnie zrobiona sprawiła nam dużo frajdy. Doskonała oprawa graficzna - banery i koszulki po prostu boskie! Uśmiechy wszystkich w bazie - bezcenne. Do zobaczenia na Manewrach!
Zapisane

Scenic

  • Wiadomości: 12
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #11 dnia: Grudzień 05, 2016, 18:19:41 pm »

Fajnie sie czyta Wasze releacje. Szkoda,że tak mało  >:(

Niestety na darzluba nie dotarłem . Okolo 130 km ode mnie to jednak spory kawałek . Gdybym miał z kim jechać to co innego. ;)


Czekam na mapy chętnie bym je przejrzał  ;) Zdjęcia również.
Zapisane

jk

  • Gość
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #12 dnia: Grudzień 07, 2016, 21:56:05 pm »

Trasa przygodowa.
Na starcie dostajemy mapę główną z roku 1910, mapę drugą jeszcze starszą, wielką kartę z podpowiedziami, liść dębu, kartę startową, kartę na zadania. O co tu chodzi? Jaki punkt 0? Jakkolwiek by to nie było, idziemy. Jak się później okaże winniśmy byli przejść obok dworca, a tam dostalibyśmy wskazówkę. Jednak udaje się nam odnaleźć PK1 mimo, że posługiwaliśmy się zdjęciem lotniczym, które dotyczyło czegoś zupełnie innego. PK1 przy pomniku, a oprócz tego czeka nas zadanie, odnaleźć górę a u jej podnóża poszukać maga. Na zasypanej śniegiem, podmokłej łące czeka na rozwiązanie zagadka. Następnym etapem jest PK2. Niestety droga którą idziemy nie jest ta właściwą. W ciągu stu lat zmienił się układ dróg, ta na której jesteśmy, prowadzi do leśniczówki Boroszewo, upewnia nas o tym leżący na ziemi kabel energetyczny. Nasz punkt będzie na południu. Ale na tę pułapkę złapało się kilka drużyn. Przy PK2 zadanie – policzyć mrowiska na zadanym obszarze, naliczyłem 10, ale nie jestem pewien czy niektóre nie były za daleko. Do PK3 nad jeziorem prowadzi prosta droga, kolejne zadanie związane z przypisaniem zdjęcia lidarowego, a tam kolejne – odszukanie mostu pomiędzy jeziorami. Jak można było się spodziewać lampion ukryty pod mostem , a stąpać trzeba było po mocno oślizgłej desce. Za chwilę szukanie studni i spisanie słowa do karty zadań. Jest to słowo DENKST, miejsce które powinniśmy odwiedzić. Droga nasza teraz prowadzi wzdłuż zachodniego brzegu jeziora, po drodze zgarniamy PK4. Rozwiązujemy rebus (środkowy rysunek to zamek karabinu). Denkst, to po niemiecku pomnik/obelisk; nie zostało po nim śladu, pozostało tylko tajemnicze miejsce. Wędrując dalej na północ znajdujemy mnóstwo portretów nieznanych jejmościów, a musimy spośród nich wybrać sprzymierzeńców króla Artura. W po wstępnej selekcji wybraliśmy wszystkich z tytułem sir (był Lancelot i Galahad), Merlina i Nimue. Wiedziałem na pewno, że syn Artura Mordred był jego przeciwnikiem. Następnym naszym przystankiem jest świetnie zachowane grodzisko, a naszym zadaniem jest odszukanie skarbu. Okazuje się nim uniwersalny otwieracz do konserw i butelek. Niezwykle przydatna rzecz dla rycerza  Bo to pi… oranżadę można otworzyć na turnieju, i ze zbroi się wydostać, jak trzeba będzie na stronę. Jeszcze jeden lampion i ognisko. Tu niestety część drużyny ma kryzys. Chwila odpoczynku i ruszamy dalej. Źle zrozumiałem wskazówkę i zupełnie bez sensu idziemy na przełaj przez pole. Dopiero przy leśniczówce Boroszewo (Theresienhal) rozumiemy wskazówkę. No cóż, mam jednakowoż coś z rycerza – znaczy zakuty łeb. Podejmujemy wyzwanie odnalezienia PKVII, ale nie jest to takie proste jakby się wydawało. Nie ma do niego prostej drogi i trzeba dokładnie mierzyć odległości. Kolejne problemy mamy przy PK8, mapa nie jest zbyt dokładna, a lidar ma z kolei zbyt mała skalę aby pomóc dopóki nie znajdziemy się w pobliżu. Na szczęście najmądrzejsza część naszej drużyny czyli Ania odnalazła właściwe miejsce. Przed nami jedno z najfajniejszych miejsc na trasie: Wyspa Avalon. Za to zadanie jakie czeka na PK9 jest bardzo trudne. Trzeba dopasować twórcę teorii pochodzenia Graala do odpowiedniej teorii. Tu moim zdaniem przegięto, naprawdę nie pamiętam że Wolfram von Eschenbach uważał, że Graal to kamień filozoficzny (chyba, że gdzieś były podpowiedzi, w takim przypadku OK).
Jesteśmy już bardzo zmęczeni, co niestety odbija się na naszych wynikach. Na PK10 nie zauważam kartki z zadaniem (więc omijamy pawilon i kolejne zadanie). Jesteśmy sami w lesie, gdzieś głębiej słychać jakieś dziwne dźwięki, pewnie sowy.
{Sam jesteś sowa! -Powiedziało leśne licho}
Po raz drugi przekraczamy Szpęgawę i do PK11. I tu po raz kolejny zmęczenie daje znać chodzimy wzdłuż parowu tam i nazad, ale nie udaje się nam odnaleźć lampionu. Później analizując zapis trasy zobaczę, że przechodziłem tuż obok lampionu. Przegapiłem połączenie dwóch cieków. A ponieważ nie znaleźliśmy właściwego lampionu to ominęło nas odnalezienie GRAALA. Niestety.
Ostatkiem sił do bazy. Pokrzepiliśmy się pyszną grochówką i gorącą herbatą.

Podsumowanie:
Początkowo trochę zamieszania związanego z trochę zawikłanymi zasadami. A i teren zrobił swoje, zanim doszliśmy do PK2 minęły ponad dwie godziny, a gdzie do PK11? Do rana będziem chodzić? Potem gładko jak mediolański miecz w masło, albo chybko jak strzały Angielczyków, pomykamy po Swaroschin Wald zbierając jeden punkt po drugim. Końcówka, tu niestety jest gorzej – było to nasze Camlan.

Dziękuję wszystkim organizatorom, budowniczym trasy, cateringowi, oraz wszystkim innym – było naprawdę fajnie 
Zapisane

Szymon

  • Wiadomości: 52
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #13 dnia: Grudzień 09, 2016, 21:43:02 pm »

W kwestii PK5 na trasie Z - mapa w otoczeniu tego PK jest oryginalna, bez moich modyfikacji. Szczerze mówiąc to nie zwróciłem uwagi na ten szczegół i utrudnienie było niezamierzone, ale i tak uczestnicy poradzili sobie nadzwyczaj dobrze;)
Zapisane

Scenic

  • Wiadomości: 12
Odp: XLI NMnO Darżlub - 3/4 grudnia 2016
« Odpowiedź #14 dnia: Grudzień 10, 2016, 10:03:48 am »

Gonsuh

Pk5 zapewne stał ok. Patrze na mape 1:10 tys i ta góra już nie jest górką.  Zresztą widac wgłebienie na mapie 1:25tys.  Tam gdzie ta kreska teren sie wnosi. Ale to górka nie jest w rzeczywistości. Mapa 1:10 tys jest bardziej dokładna. Chyba bład na mapie.

Budowniczy wieszając punkt tego nie wyłapał?  ;)
Zapisane